Muszę znaleźć oparcie. Najlepiej w sobie samej, gdyż oparcie w drugiej osobie już mam.
Ostatnimi czasy dla ludzi wokół mnie jestem powierniczką tajemnic, wsparciem, pocieszeniem, uśmiechem i poprawiaczem nastroju. Czasem forsuję samą siebie aby emanować dobrym samopoczuciem, które przejmują bliskie mi osoby.
A co ze mną i z moją potrzebą zaczerpnięcia energii... skądś?
Księża wysłuchują problemów innych ludzi, są powiernikami tajemnic, doradzają i pocieszają. Oni jednak mają oparcie w wierze i Bogu (przynajmniej tak powinno być). Psychologowie uczeni są jak sobie radzić, jak dbać o siebie, przechodzą terapię zanim sami takową będą mogli prowadzić.
A ja?
Muszę szukać spokoju, energii, nadziei i poczucia bezpieczeństwa w sobie samej, w muzyce, w książkach. Nawet nie do końca chcę tego od innych ludzi. Każdy ma swoje problemy, kogo miałyby obchodzić moje?
No dobra dobra, jest parę osób.
Na szczęście mam Agnieszkę.
Mimo to słońce jest najlepszym wyjściem dla mnie. Na razie.
Muszę dotrzeć do przyczyny mojego obecnego samopoczucia. A potem do przyczyny przyczyny aby móc zrozumieć czemu takie rzeczy a nie inne wpływają na mnie w określony sposób. By móc to rozpoznać, bronić się przed tym, wytłumaczyć sobie.
Nie mam siły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz