16 listopada, 2016

Pierniczki w czekoladzie

Zawsze lubiłam rysować. W sumie nie wiem czemu... teraz mi się to nie przydaje. Przed chwilą poczułam delikatny zapach pierniczków czekoladowych leżących obok mnie na biurku. Przywołały uczucia pełne poczucia bezpieczeństwa oraz przykry fakt niepowtarzalności dzieciństwa. Świadomość tego, że poczucie szczęścia, ciepła, bezpieczeństwa i braku obowiązków już nie powróci, a przynajmniej nie w tak magicznie dziecinnym wymiarze, wymusiła na mnie utrwalenie uczucia. Tylko jak? Złapałam za ołówek i blok rysunkowy. Znalazłam czysty kawałek papieru i... zapomniałam. Wiedziałam co chciałam utrwalić ale nie miałam pojęcia jak. Może barwne plamy farb na płótnie lub specjalistycznym papierze byłyby dobrym sposobem? Wydaje mi się to wczuwaniem w siebie, w kolor i malowanie tak, jak nam to nakazuje nasze wewnętrzne ja. Coś na zasadzie puszczenia muzyki i wyginania się tak jak chcemy, a nie tak jak nakazują odgórne wzory.
Poza pudełkiem.
Tylko, że ja nie umiem malować. Mam kilka pędzelków z czasów szkolnej plastyki, odpowiedni, choć malutki, papier specjalistyczny, ale żadnych farb.
Pff... nie umiem malować. Sama sobie zaprzeczam! MALOWANIE WNĘTRZA SIEBIE NIE WYMAGA UMIEJĘTNOŚCI MALARSKICH !!
Muzyka.
Mój drogi przyjaciel, muzyk, jest zdania iż muzyka jest królową sztuki. Parę razy debatowaliśmy na ten temat, gdyż ja uważałam, iż dobry obraz to więcej niż muzyka. Myślałam, że rysunkiem czy też malarstwem da się przekazać najwięcej. Pokazał mi iż się myliłam, choć mu o tym nie powiedziałam. Zdałam sobie z tego sprawę dziś.
Ile jest utworów, przy których mimowolnie się płacze? Przy których człowiek zawiesza się w czasoprzestrzeni, wegetując, pulsując całym sobą do rytmu lub do powolnych, pojedynczych nut uderzających w nas z całą swoją mocą. Zapewne łatwiej byłoby mi przekazywać rzeczy za pomocą nut...
Nie umiem przekazywać takich rzeczy. Umiem naprowadzić, mniej więcej powiedzieć o co mi chodzi i zachęcić aby człowiek sam doświadczał. A skoro nie umiem wyrażać i tłumaczyć, to jak miałabym "wylać z siebie" coś, co nie jest nawet myślą, tylko ulotną chwilą i ogromem emocji?
Jak można utrwalić coś, co eksplodowało w naszej głowie, uprzednio wylewając się z najbardziej zapomnianych czeluści serca, aby tylko przez sekundkę być czymś widzialnym i odczuwalnym pozostawiając po sobie rozbicie i niemoc?
Nie wiem czy mam duszę artystyczną, jednakże jestem pewna na 100%, iż każdy artysta zadał sobie to pytanie choć raz w życiu. Pewnie jedni zaraz znaleźli swój sposób, pewnie inni do końca życia nie byli usatysfakcjonowani swoimi staraniami.
.
.
.
.
Zapach pierniczków w czekoladzie... można to przywołać z pamięci. Ale co wtedy czuć? Co widać przed oczami? Ja czuję podrobioną masę czekoladopodobną, zbyt miękkie, sztuczne wnętrze. A teraz mam obok nie byle jakie pierniczki w prawdziwej czekoladzie. Pachną tak bardzo jak święta. Tak bardzo jak choinka, obok TV z bajką, za oknem śnieg, rodzina przy choince, uśmiechy. To można narysować, ale nie będzie to tym, co ja czuję, co mam przed oczami, co przywołuje określony zapach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz